Sposoby na jesienną chandrę

Kochani, wczorajszy post zmobilizował mnie do zmian i do dokładniejszego wgłębienia się w temat. Każdy ma czasami gorszy, czasami lepszy dzień. Na większość tych dni mają wpływ ludzie, wydarzenia, a nawet pogoda. Jednak wiecie do jakich wniosków doszłam? Że gdy tylko chcemy możemy to zmienić, a może nam w tym pomóc kilka sposobów, o których dzisiaj wspomnę :)

► SŁODKOŚCI

Podobno nic tak nie poprawia humoru jak czekolada. Przekonałam się o tym niejednokrotnie, dlatego na przykład podczas miesiączki kiedy „umieram” na ból brzucha najwięcej zjadam czekolady. A podobno najlepsza wtedy jest czekolada gorzka i dodaje żelaza, którego mi brakuje.Także nie żałujmy sobie słodkości i nie patrzmy czy nasza waga nam na to pozwala. Jeśli tylko mamy ochotę delektujmy się słodkościami! :D

► ROZMOWA Z PRZYJACIÓŁKĄ/PRZYJACIELEM

Kolejnym sposobem dla mnie jest rozmowa z osobą, z którą można porozmawiać na każdy temat. W dzisiejszych czasach bardzo trudno znaleźć taką zaufaną osobę i o tym też się przekonałam, dlatego osoby mające w swoim otoczeniu taką osobę to szczęściarze. Rozmowa i wylanie swoich uczuć/myśli przynosi nam ulgę, a gdy ta osoba dodatkowo nam doradzi czujemy się jak nowo narodzeni :)

► KSIĄŻKI, SERIALE

Kiedyś podczas trudnego okresu w swoim życiu gdy nie wiedziałam co ze sobą zrobić uciekałam w świat seriali. Pamiętam, że w przeciągu miesiąca obejrzałam cztery sezony, które miały przynajmniej po 20 odcinków. Skupiałam się na losach bohaterów, a moje problemy odchodziły. Oczywiście to tylko chwilowe, ale pozwala nam na oderwanie się, a następnie na trzeźwiejsze spojrzenie na sprawę, ochłonięcie. Tak samo działają książki, chociaż ostatnio nie umiałam się na nich skupić, ale to pewnie przez osłabienie spowodowane chorobą. Książki potrafią zdziałać cuda i bardzo dobrze rozluźniają :D

► SKUPIENIE SIĘ NA SWOJEJ PRACY/PASJACH

Wielu ludzi podczas jakiegoś kryzysu poświęca się pracy czy też pasją. To według mnie kolejny z lepszych pomysłów jakie możemy zrobić. Wybrać się na zdjęcia, pobiegać czy pograć w tenisa. Im więcej uprawiamy sportów, tym lepiej się czujemy. Do naszego organizmu dostają się endorfinki, które dodają nam jeszcze więcej motywacji i poczucia, że jesteśmy w stanie poradzić sobie ze wszystkim. Miałam taką sytuację kilka lat temu, gdy w listopadzie (zimno, mokro jak na listopad przystało), udałam się na ściankę i całą swoją złość wylewałam uderzając piłeczką tenisową o betonową ściankę. Uwierzcie mi, że niesamowicie mi to ulżyło i po powrocie do domu czułam się o niebo lepiej :)

► ZAKUPY

Tutaj chyba nie muszę dużo mówić. Każdy lubi kupić sobie coś nowego, jakiś ciuch, błyskotkę czy kolejne buty do kolekcji. Ja raczej nie wybieram tej opcji, bo chyba nie jestem typową kobietą, która lubi chodzić godzinami po sklepach i mierzyć ubrania. Ja po godzinie mam dosyć i zdecydowanie wolę iść na kubełek z KFC, który rozumie mnie bez słów, haha :D

► OBECNOŚĆ UKOCHANEJ OSOBY

To ostatni i zarazem mój numer jeden. Przy Ukochanym wszystkie problemy znikają, cała złość przechodzi, a moje serduszko wypełnia się ciepłem. To niesamowite, że jedna osoba potrafi tak działać. Czuje się wtedy bezpieczna, kochana, rozumiana i naprawdę potrzebna. Możemy siedzieć/leżeć w ciszy, a i tak jest mi cudownie, wtedy nic nie wydaje się niemożliwe! :) I co najlepsze, gdy rozmawiamy przez smsy, potrafię być zła, wściekła i mam czasami ochotę krzyczeć ze złości. A gdy się zobaczymy nie myślę o niczym innym jak tylko się przytulić, pogodzić i cieszyć się sobą. Bo w sumie po co się kłócić, skoro można się tulić?! :P Tak, jestem wielką chodzącą przytulanką, ot co! :D 

Wiem, że każdy ma swoje sposoby na radzenie sobie ze złością, rozczarowaniem i przeżywaniem niepowodzeń. Jakie są Wasze skuteczne sposoby? :)

Daj palec, wezmą całą rekę

Powiedziałabym dzień dobry, ale to chyba nie jest dobry dzień, przynajmniej dla mnie. Od rana chodzę cała nerwowa i wręcz wściekła. Sprawdza się powiedzenie, że jak dasz palec, to wezmą całą rękę. Wszystko rozchodzi się o mikołajkowe zdjęcia, z których byłam zadowolona.

Otóż, moja koleżanka zaczyna robić chaos i zamęt. Ładnie obrobiłam wszystkie zdjęcia w programie graficznym, co nie zajęło mi 5 minut tylko znacznie więcej. A teraz zaczyna się tzw. „wydziwianie”. Żeby dodać jakieś ramki, nie ta, tylko jakaś inna. I żeby zrobić trzy wersje i za każdym razem jej pokazywać. A co zrobię to źle, nie pasuje i mam szukać czegoś innego, gdzie dla mnie wygląda to naprawdę bardzo ładnie.

Tak spędziłam wczorajszy wieczór i pod koniec miałam dosyć przemieniania, zmieniania i szukania, bo i tak nawet jeśli zrobiłabym to jeszcze pięćdziesiąt razy do czegoś na pewno by się przyczepiła. Pożegnałam się i poszłam spać.

Dzisiaj natomiast obudziła mnie wiadomością, czy zrobię jeszcze w tej niebieskiej ramce ze śnieżynkami, wrrrr! I czy mam możliwość podesłać jej pogląd MMS’em. NIE MAM! Jestem wściekła i najchętniej to wszystko bym rzuciła. A co w tym wszystkim najzabawniejsze to zrobiłam to wszystko za darmo, bo ona chce to wywoływać w innym zakładzie, bo u mnie jest drożej o 0,20zł. Tak więc straciłam paliwo na dojazd, swój czas kompletnie za friko. Nie chodzi mi o to, że oczekiwałam nie wiadomo ile, ale symbolicznie chociaż złotówkę od jednego zdjęcia. To chyba nie jest majątek? Poza tym ona za to nie płaci tylko rodzice.

Wybaczcie, to pierwsza taka notka tutaj, jak zauważyliście zawsze staram się pisać pozytywnie, ale dzisiaj mnie to wszystko przerosło. I co? Pojawia się mój brak asertywności, bo nie jeden uderzyłby w stół i przedstawił swoje zasady.

Mam nadzieję, że ten dzień nie będzie taki do końca i spotkanie z Ukochanym nieco mnie uspokoi :)