Niedzielne lenistwo we dwoje

Takie niedziele mogłabym mieć zawsze, ale zacznę od samego poranka, a raczej od sposobu w jaki zostałam obudzona! (mała informacja: otóż, jak co niedzielę mam przyjemność gościć starszego brata na poranną kawę. Nie od dziś również wiadomo, że jestem okropnym śpiochem i z trudnością przychodzi mi wystawianie stópek spod ciepłej kołderki, a szczególnie w jesienno-zimowe poranki.) Tak było i dzisiaj, godzina dziewiąta z hakiem śpię sobie smacznie. Słysząc jakieś głosy dobiegające z przedpokoju lekko otwieram oczy i dostrzegam zamarzniętą rączkę mojego brata zmierzającą w kierunku mojej stopy!  I po spaniu!

Następnie nadszedł czas na pyszne ciacho i gorącą kawę, która w mgnieniu oka postawiła mnie na nogi. Uwielbiam kawę w każdej postaci! Na gorąco, mrożoną, dodaną do ciasta czy lodów. Omomomom :D

Południe minęło strasznie szybko. Większość czasu spędziłam przed ekranem komputera, co ostatnio zdarza się strasznie często i powoli zaczyna mnie to martwić. Ale spokojnie! Chwilę po czternastej byłam już w centrum handlowym w towarzystwie Ukochanego.

Orientacyjnie przeglądaliśmy sklepy z odzieżą, skupiając się przede wszystkim na sukienkach idealnych dla mnie na bal sylwestrowy i powiem Wam, że jestem szczerze rozczarowana! Przeszliśmy osiem sklepów i zaledwie w trzech były pojedyncze sukienki, które niestety nie nadają się na moją wymarzoną kreację sylwestrową. Z małym smuteczkiem i niedosytem udaliśmy się do media expert, które jest naszym stałym punktem. Dzisiaj akurat obczajaliśmy konsole, która ma być prezentem świątecznym dla Ukochanego.

Ostatnim przystankiem było ulubione KFC, do którego w sumie mieliśmy nie chodzić, ale jak tu oprzeć się nowemu kubełkowi – zero kości?! No właśnie, tuż to grzech! Tak więc wzięliśmy średni i zaplanowaliśmy zjedzenie go u mnie przy jakimś filmie. Oczywiście, jak na nas przystało gdy dojechaliśmy do mnie kubełek praktycznie był puściutki, och my żarłoczki! Dla zasady i tradycji zdjęcia nie mogło zabraknąć :D

(Audycja zawiera lokowanie produktu, hie hie :D )

I na filmie zajadaliśmy się ciasteczkami korzennymi, popijając herbatkę, też dobrze! Obejrzeliśmy jakiś dziwny film, którego połowy nie pamiętam :D No co! leżąc przytulona do Ukochanego czuje się tak cudownie, że chwilami przysypiam na jakimś nudnym filmie, co poradzę taka moja natura! :D

Moją naturą jest także nadmierne wzruszanie się, nad którym naprawdę nie mogę zapanować. Bo jak tutaj się nie wzruszyć oglądając program o pomocy biednym ludziom, w którym główną bohaterką jest osiemdziesięcioletnia babcia, która od pierwszej chwili skradła moje serce swoją skromnością i jednocześnie radością, że dobrzy ludzie chcą odnowić jej dom i sprawić godne warunki do życia. Przez dziesięć minut ryczałam, smarkałam i chlipałam, a Ukochany podawał mi chusteczki.

Resztę wieczoru spędziliśmy na wygłupianiu, zrzucaniu z łóżka i tym podobnych rzeczach, które świadczą tylko o naszym upośledzeniu (w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście!) i dziecinności, która chyba nigdy nas nie opuści, ot co! :)

Chciałabym żeby czas płynął wolniej i nasz wspólny wieczór trwał i trwał. Jednak nic nie jest wieczne, nadszedł czas pożegnania. Na szczęście nie na kolejny tydzień, a zaledwie kilkanaście godzin, uff, jakoś wytrzymam :) Z Wami też się już żegnam, lecę zrobić sobie termofor (z pingwinkiem, cudowny!) i śmigam pod ciepłą kołderkę. Trzeba się wyspać, przed kolejnym tygodniem pracy :)

Dobrej nocy! :)