Moje weekendowe ciekawostki

Dzisiaj notka będzie szybciutka i na temat, a mianowicie mam dla Was kilka weekendowych ciekawostek, które opatentowałam w minione dwa dni :D

A więc po pierwsze nie ma nic lepszego od wagarów (tak dawno nie chodziłam na wagary!), które spędza się w ramionach drugiej połówki. Poranne drzemki także są spoko, a film Labirynt bardzo fajny! (mimo, że widziałam może dwie sceny z niego, hihi :D )

Po drugie niedzielne obiady (przyszłej!) teściowej są pyszne i już wiem, gdzie kiedyś z Ukochanym będziemy spędzać niedzielne popołudnia :D

Po trzecie dwa obiady w ciągu jednego dnia to idealny pomysł, może w końcu uda mi się coś przytyć (marzenia) :P

Po czwarte chwile spędzone z mamą na oglądaniu serialu (przedpremierowo!!! :D ) są bezcenne i chciałabym, abyśmy już zawsze miały taki dobry kontakt jak ostatnimi czasy :)

Po piąte ryż z budyniem to dosyć oryginalne połączenie, ale razem tworzy się przepyszny deser :D Nie można jednak żałować cukru, pamiętajcie!

Po szóste dzień przed wypłatą (a taką mam nadzieję, że jutro ujrzę swój pierwszy przelew z nowej pracy :P ) zdecydowanie poprawia samopoczucie i sprawia, że wyjątkowo czekam z niecierpliwością na poniedziałek :D

Weekend zaliczam zdecydowanie do tych udanych i wyjątkowych. Mogłabym tak już zawsze (podkreślając te dwa obiady, hahah)

Zaczyna mi odbijać, więc może lepiej się pożegnam i pożyczę Wam spokojnej nocy :)

A więc śpijcie dobrze, ahoj! :)

Wiosna w sercu

Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak długo wyczekiwałam tego weekendu! Każdego dnia odliczałam do piątkowego wieczoru, który spędzę w ramionach Ukochanego i to podtrzymywało mnie na duchu i dodawało energii :) Wczoraj po godzinie dwunastej skończyłam pierwszą zmianę i zaczęłam nieco dłuższy weekend, rozpoczynając od obcięcia mojej już zdecydowanie za długiej grzywki :D (w końcu widzę cały świat, hihi :D )

Po powrocie do domu zjadłam z mamą pyszny obiadek (dawno nie jadłyśmy razem posiłku, bo zazwyczaj mijamy się i gdy ja wracam z pracy, mama jeszcze pracuje i widzimy się dopiero wieczorem :) ). Następnie zabrałam się za odświeżenie mojego koloru na włosach, bo już były widoczne odrosty, które tak bardzo mnie wkurzają :D
(następną notkę poświęcę na temat farbowania i jak ja sobie z tym radzę, nie wydając więcej niż 10zł :D )

Po godzinie szesnastej byłam już do drodze do Ukochanego. Moje serce biło szybciej, na twarzy pojawił się uśmiech, a w środku czaiła się niesamowita radość, którą ciężko mi opisać :) Oczywiście zaczęliśmy standardowo od zakupów słodyczy w biedronce, to już kolejna nasza tradycja nie do podważenia :D

Wraz z chipsami, cukierkami i innymi niezbędnymi przysmakami zasiedliśmy do najnowszego Bonda – Spectre. Film ogólnie bardzo fajny (zważając na to, że mieliśmy kilka przerw w oglądaniu :D), to bardzo nam, a przynajmniej mi się ciągnął. Na końcu już totalnie nie miałam ochoty tego oglądać i czekałam z niecierpliwością na zakończenie. W trakcie filmu trafiła nam się niespodziewana podróż do pobliskiego tesco po śmietanę i kisiel na tor urodzinowy tworzony dla Patryka, brata mojego Ukochanego :)

Oczywiście jak przystało na nas, zawsze musi wydarzyć się coś śmiesznego :D A więc tym razem ścigaliśmy się do „drugiej latarni” biegnąć po niesamowitej chlapie ze śniegu, który wczoraj znowu nas zaskoczył. Wracając już ze sklepu nagle podbiegł do mnie Ukochany ze śnieżką w ręku i w tym samym momencie straciłam równowagę i bum, poczułam tylko zimno na tyłku i zaczęłam się śmiać :D Szybciutko wstałam, ale zimno towarzyszyło mi jeszcze przez dłuższą chwilę :D

Przy okazji sobie także kupiliśmy coś ciepłego na rozgrzanie i po powrocie delektowałam się słodką chwilą o smaku śliwek i goździków, którą naprawdę polecam, chociaż początkowo podchodziłam do tego sceptycznie :D

Na taki piątek czekałam cały tydzień i wiecie co? Warto „męczyć” się cały tydzień, aby następnie położyć się obok najukochańszej osoby i zapomnieć o całym świecie, oddać się miłości. Uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam! <3

Dzisiaj czeka nas urodzinowa kawa i ciacho, a następnie kolejne wygłupy i czas spędzony razem :D Czy może być coś piękniejszego? :)

Życzę Wam również cudownej soboty i całego weekendu, aby w Waszych sercach nieustannie panowała miłość, ta prawdziwa i najpiękniejsza :)

Niedzielne lenistwo we dwoje

Takie niedziele mogłabym mieć zawsze, ale zacznę od samego poranka, a raczej od sposobu w jaki zostałam obudzona! (mała informacja: otóż, jak co niedzielę mam przyjemność gościć starszego brata na poranną kawę. Nie od dziś również wiadomo, że jestem okropnym śpiochem i z trudnością przychodzi mi wystawianie stópek spod ciepłej kołderki, a szczególnie w jesienno-zimowe poranki.) Tak było i dzisiaj, godzina dziewiąta z hakiem śpię sobie smacznie. Słysząc jakieś głosy dobiegające z przedpokoju lekko otwieram oczy i dostrzegam zamarzniętą rączkę mojego brata zmierzającą w kierunku mojej stopy!  I po spaniu!

Następnie nadszedł czas na pyszne ciacho i gorącą kawę, która w mgnieniu oka postawiła mnie na nogi. Uwielbiam kawę w każdej postaci! Na gorąco, mrożoną, dodaną do ciasta czy lodów. Omomomom :D

Południe minęło strasznie szybko. Większość czasu spędziłam przed ekranem komputera, co ostatnio zdarza się strasznie często i powoli zaczyna mnie to martwić. Ale spokojnie! Chwilę po czternastej byłam już w centrum handlowym w towarzystwie Ukochanego.

Orientacyjnie przeglądaliśmy sklepy z odzieżą, skupiając się przede wszystkim na sukienkach idealnych dla mnie na bal sylwestrowy i powiem Wam, że jestem szczerze rozczarowana! Przeszliśmy osiem sklepów i zaledwie w trzech były pojedyncze sukienki, które niestety nie nadają się na moją wymarzoną kreację sylwestrową. Z małym smuteczkiem i niedosytem udaliśmy się do media expert, które jest naszym stałym punktem. Dzisiaj akurat obczajaliśmy konsole, która ma być prezentem świątecznym dla Ukochanego.

Ostatnim przystankiem było ulubione KFC, do którego w sumie mieliśmy nie chodzić, ale jak tu oprzeć się nowemu kubełkowi – zero kości?! No właśnie, tuż to grzech! Tak więc wzięliśmy średni i zaplanowaliśmy zjedzenie go u mnie przy jakimś filmie. Oczywiście, jak na nas przystało gdy dojechaliśmy do mnie kubełek praktycznie był puściutki, och my żarłoczki! Dla zasady i tradycji zdjęcia nie mogło zabraknąć :D

(Audycja zawiera lokowanie produktu, hie hie :D )

I na filmie zajadaliśmy się ciasteczkami korzennymi, popijając herbatkę, też dobrze! Obejrzeliśmy jakiś dziwny film, którego połowy nie pamiętam :D No co! leżąc przytulona do Ukochanego czuje się tak cudownie, że chwilami przysypiam na jakimś nudnym filmie, co poradzę taka moja natura! :D

Moją naturą jest także nadmierne wzruszanie się, nad którym naprawdę nie mogę zapanować. Bo jak tutaj się nie wzruszyć oglądając program o pomocy biednym ludziom, w którym główną bohaterką jest osiemdziesięcioletnia babcia, która od pierwszej chwili skradła moje serce swoją skromnością i jednocześnie radością, że dobrzy ludzie chcą odnowić jej dom i sprawić godne warunki do życia. Przez dziesięć minut ryczałam, smarkałam i chlipałam, a Ukochany podawał mi chusteczki.

Resztę wieczoru spędziliśmy na wygłupianiu, zrzucaniu z łóżka i tym podobnych rzeczach, które świadczą tylko o naszym upośledzeniu (w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście!) i dziecinności, która chyba nigdy nas nie opuści, ot co! :)

Chciałabym żeby czas płynął wolniej i nasz wspólny wieczór trwał i trwał. Jednak nic nie jest wieczne, nadszedł czas pożegnania. Na szczęście nie na kolejny tydzień, a zaledwie kilkanaście godzin, uff, jakoś wytrzymam :) Z Wami też się już żegnam, lecę zrobić sobie termofor (z pingwinkiem, cudowny!) i śmigam pod ciepłą kołderkę. Trzeba się wyspać, przed kolejnym tygodniem pracy :)

Dobrej nocy! :)