Nocne rozmyślanie…

Kolejny weekend przeleciał mi przez palce, nawet nie wiem kiedy i gdzie. Co prawda troszkę zrobiłam porządków, przede wszystkim w szafie z ciuchami, umyłam okno i powiesiłam nową firankę.

I wiecie co? tak się zastanawiam, dlaczego nie można zrobić takiego porządku w swoim życiu? Wyrzucić wszystko i wszystkich ze swojej głowy i poukładać życie na nowo? Może wtedy byłoby lepiej? Uczymy się na błędach i jestem przekonana, że gdybym miała możliwość się cofnąć wybrałabym zupełnie inne drogi.

Czy jestem teraz szczęśliwa? Sama nie wiem. Mam wrażenie, że od wczoraj jestem w jakiejś próżni emocjonalnej i za cholerę nie potrafię z niej wyjść. Brak zaangażowania, poczucia akceptacji i bezpieczeństwa mnie przytłacza. Sama nie wiem co czuję. Może najlepiej byłoby nic nie czuć?

Wybaczcie za moje nocne rozkminy. Kiedy wylewam z siebie co tak naprawdę czuję jest mi nieco lepiej i chociaż nie znajduję na obecną chwilę żadnego racjonalnego rozwiązania wierzę, że niebawem może coś ruszy do przodu i znajdę odwagę na podjęcie decyzji, która coraz częściej przechodzi mi przez myśl.

Tymczasem dobranoc, idę szukać drogi dla siebie.

Radość w samotności

Mieliście kiedyś tak, że bardzo dużo działo się w waszym życiu, praktycznie wszystko przewróciło się do góry nogami i nie mogliście liczyć na wsparcie najbliższej osoby? Kiedy najbardziej na świecie potrzebowaliście dobrego słowa, przytulenia i obecności, a zostawaliście całkiem sami?

Ostatnio w moim życiu kolejne rewolucje, tym razem dotyczące pracy. W piątek dowiedziałam się, że zostaję przyjęta do przychodni, tam gdzie chciałam. To może nie spełnienie marzeń, ale wielkie osiągnięcie, bo po pierwsze bardzo trudno się tam dostać żeby złożyć dokumenty, a do dopiero zostać przyjętym. Los się do mnie uśmiechnął, w końcu!

Nie pozostało mi dzisiaj nic innego jak pójść do obecnej szefowej i powiedzieć o zaistniałej sytuacji i szansy dla mnie, która może się już nie trafić. Strach był przed jej reakcją, wiem jaka potrafi być impulsywna i naskoczyć na człowieka. Ku mojemu zdziwieniu przyjęła to nad wyraz spokojnie w pierwszej chwili. Powiedziała, że rozumie mnie i pewnie na moim miejscu postąpiłaby tak samo. Dopiero później zaczęły się dosyć niemiłe słowa, ale zdusiłam to w sobie i nie dałam po sobie poznać, że mnie to rusza, chociaż w głębi serca chciałam wyjść i zacząć ryczeć. Nie dałam jej tej satysfakcji. Oznajmiłam, że pomogę jej na tyle ile będę mogła, znajdę jakąś dziewczynę/chłopaka na zastępstwo i przeszkole. Na co usłyszałam, że wcale nie muszę i jak nie chcę to mogę w poniedziałek nie przychodzić. Zrobiło mi się mega przykro, bo chciałam pomóc i myślałam, że zostanie to docenione. Nie chcę zostawiać jej „na lodzie”, bo wiem, że trzeba chwilę posiedzieć aby wszystko do porządku ogarnąć. Stanęło na tym, że mam w poniedziałek jednak przyjść, już z jakąś dziewczyną jak uda mi się znaleźć i będziemy działać. Widziałam po minie, że była wściekła, ale z drugiej strony kto na jej miejscu nie byłby zawiedziony? Zdawała sobie sprawę, że nie będę tam wiecznie, ale też nie przypuszczała, że tak szybko odważę się na poważniejszą pracę :)

Jeśli chodzi o ogłoszenie to dałam na Facebooka, bo póki co to chyba najszybszy portal gdzie takie wiadomości się roznoszą w mgnieniu oka. Dzwoniły do mnie 4 dziewczyny z zapytaniem o warunki i ogólny opis co by tam miały robić. W poniedziałek idę z jedną na szkolenie już, a trzy pozostałe mają przynieść swoje CV. Zobaczymy, ale póki co chętnych nie brakuje… :)

W poniedziałek lub wtorek dowiem się od kiedy zaczynam moją nową, poważną pracę na cały etat i nie mogę się doczekać. Wiem, że będzie ciężej niż dotychczas, ale jestem na to gotowa. Czas w końcu wziąć się za siebie i wkroczyć w dorosłe życie :)

Tym bardziej mi przykro, że dzisiejsze popołudnie pełne nerwów, stresu i płaczu spędziłam sama. Emocję wzięły górę i dopiero teraz dotarło do mnie co się właśnie dzieje. Dostałam nową pracę, a rzuciłam dotychczasową, która nie ukrywając była dla mnie wszystkim. Spełniałam swoje hobby, rozwijałam grafikę, poznawałam cudownych ludzi, z którymi chciałabym mieć dalej kontakt. Ciężko, ciężko i jeszcze raz ciężko gdzie człowiek jest przyzwyczajony do miejsca pracy i ludzi.

Teraz siedzę i zastanawiam się na kogo tak naprawdę mogę liczyć. Mam kilku znajomych, którzy ucieszyli się, że w końcu uwalniam się od kobiety, która potrafiła tylko wykorzystywać. Cieszą się, mówią o tym i trzymają kciuki za wszystko. Widać, że mam wsparcie… Jednak czegoś mi brakuje, kogoś. Tej jedynej osoby, która sprawiłaby że wszystkie trudności zamienią się w „dasz radę, jestem z Tobą”. W takiej sytuacji, czy to ma dalej sens?… Mam co do tego wątpliwości i niesamowity żal w głębi serca, który nie wiem czy kiedykolwiek minie. Widocznie moja obecność jest męcząca, a ja nie wiem jak sobie z tym poradzić. 

A na dzisiejszy wieczór i kolejne polecam <music>

Pokonać przeciwności losu

Jednak nowy rok nie zaczął się tak dobrze, jak myślałam… Dzisiaj okazało się, że prawdopodobnie awaria w moim samochodzie nie jest spowodowana brakiem oleju czy termostatem, jak mój brat obstawiał, ale to dosyć poważniejsza usterka. Niewykluczone, że będzie cały silnik do wymiany. Ręce załamałam, do oczu napłynęły łzy i pytanie: dlaczego teraz? Dlaczego teraz kiedy po prostu nie stać nas na taką dużą naprawę.

A wiadomo, że samochód w dzisiejszych czasach to prawdziwy skarb. Wsiadasz i jedziesz gdzie chcesz, kiedy chcesz. Nie mogę sobie wyobrazić funkcjonowania bez mojego żuczka (tak sobie go nazywam od zawsze :) ). Większość wieczoru przepłakałam z bezsilności, a również z żalu, że tak naprawdę nie mogę liczyć na wsparcie najbliższych osób (oprócz mamy, która po prostu mnie przytuliła i powiedziała, że „spokojnie, najważniejsze, że jesteśmy zdrowe, jakoś sobie poradzimy”).

To boli, kiedy potrzebujesz tej jednej jedynej osoby, żeby też wsparła Cię na duchu, usiadła, przytuliła i powiedziała zwykłe „będzie dobrze kochanie”. Tym bardziej, że ja z natury bardzo wszystko biorę do siebie i potrzebuje poczucia, że ktoś jest ze mną w trudnej dla mnie chwili.. W zamian mogłam usłyszeć tylko zamykające się drzwi…

Jakoś sobie poradzę. Wezmę się w garść, znajdę nową i lepiej płatną pracę i naprawię swojego żuczka, który do tej pory nie zawiódł mnie…

A jak tam u Was? 

Trzymajcie się, dobranoc.