Obrót o sto osiemdziesiąt stopni

Kiedyś wykończę się psychicznie i tyle będziecie mnie widzieć! Wyobraźcie sobie taką sytuację: Ja, przeżywam, płaczę i zaczynam nawet kombinować skąd wziąć pieniądze na naprawę mojego żuczka (samochodu), nie śpię po nocach, kontempluje i w ogóle, jestem jednym wielkim chodzącym stresem, a następnego dnia gdy żuczek jedzie z mechanikiem na warsztat jeździ bez zarzutu?! Nie pojawia się żadna kontrolka, jedzie jak burza, nawet 140 km/h! Gdy dostałam telefon z taką wiadomością ogarnęło mnie natychmiastowe ciepło i do oczu znowu napłynęły łzy… ale SZCZĘŚCIA! Chyba mój żuczek wysłuchał mojego błagania, płaczu albo mój Tata z nieba na mnie patrzy i pomaga jak tylko może! Aktualnie samochód jest na warsztacie, będzie zmieniany olej i wyczyszczona miska olejowa, tak na zapas! I mam nadzieję, że niebawem znowu będę mogła wsiąść do żuczka (kocham!) i jeździć po całym mieście :D

Ponadto zaczynam na poważnie poszukiwania nowej pracy. Wczoraj napisałam swoje CV, dzisiaj mam już wydrukowane i planuje gdzie się z tym udać. Na pewno do banku ing, tak jak poleciła mi tamtejsza bardzo uprzejma Pani, a nóż się uda! Drugim punktem będzie przychodnia w którym pracuje moja mama, prawdopodobnie tam szukają kogoś do biura, bo dużo ludzi odeszło na emerytury/renty i pozostali nie dają sobie rady. Pójdę także do polsatu cyfrowego, bo też ponoć szukają przedstawiciela. Jestem pełna nadziei i co najważniejsze zmotywowana jak nigdy wcześniej! :D Ostatecznie zostaje jeszcze jedna przychodnia, którą mam po drugiej strony ulicy więc bliżej się chyba nie da :D Najważniejsze żebym w końcu miała prawdziwą pracę, na cały etat z umową o pracę.

Jutro mam zajęcia, więc w sumie powinnam już powoli kończyć. Odezwę się niebawem i zdradzę kolejne newsiki z życia żuczków :D

Śpijcie dobrze! :)

Pokonać przeciwności losu

Jednak nowy rok nie zaczął się tak dobrze, jak myślałam… Dzisiaj okazało się, że prawdopodobnie awaria w moim samochodzie nie jest spowodowana brakiem oleju czy termostatem, jak mój brat obstawiał, ale to dosyć poważniejsza usterka. Niewykluczone, że będzie cały silnik do wymiany. Ręce załamałam, do oczu napłynęły łzy i pytanie: dlaczego teraz? Dlaczego teraz kiedy po prostu nie stać nas na taką dużą naprawę.

A wiadomo, że samochód w dzisiejszych czasach to prawdziwy skarb. Wsiadasz i jedziesz gdzie chcesz, kiedy chcesz. Nie mogę sobie wyobrazić funkcjonowania bez mojego żuczka (tak sobie go nazywam od zawsze :) ). Większość wieczoru przepłakałam z bezsilności, a również z żalu, że tak naprawdę nie mogę liczyć na wsparcie najbliższych osób (oprócz mamy, która po prostu mnie przytuliła i powiedziała, że „spokojnie, najważniejsze, że jesteśmy zdrowe, jakoś sobie poradzimy”).

To boli, kiedy potrzebujesz tej jednej jedynej osoby, żeby też wsparła Cię na duchu, usiadła, przytuliła i powiedziała zwykłe „będzie dobrze kochanie”. Tym bardziej, że ja z natury bardzo wszystko biorę do siebie i potrzebuje poczucia, że ktoś jest ze mną w trudnej dla mnie chwili.. W zamian mogłam usłyszeć tylko zamykające się drzwi…

Jakoś sobie poradzę. Wezmę się w garść, znajdę nową i lepiej płatną pracę i naprawię swojego żuczka, który do tej pory nie zawiódł mnie…

A jak tam u Was? 

Trzymajcie się, dobranoc.