Leniwe popołdunie z herbatą owocową

Popijając gorącą, owocową herbatkę postanowiłam znowu skrobnąć tutaj kilka słów. Za chwile będziecie mieli dość mnie, bo ostatnio znacznie częściej tutaj klikam :D

Z racji tego, że w domu zostałam sama, mama i Ukochany są w pracy, a znajomi mają swoje sprawy nie ma do kogo gęby otworzyć. Co chwile wymyślałam sobie jakieś zajęcia, a to poszłam do brata na chwil kilka i zaniosłam mu piwko z okazji Dnia Mężczyzny, a to chciałam coś pooglądać, ale jakoś jestem pobudzona i nie mogę znaleźć sobie miejsca :D Oczywiście wzięłam do ręki też aparat i nie omieszkałam uwiecznić mojego bukietu urodzinowego od mojej miłości :D

Tadaaaaam…

Lubię na niego patrzeć, to przypomina mi wczorajszy, wyjątkowy dzień! :)

A więc popstrykałam troszkę zdjęć i nabrałam ochoty na gorącą herbatkę. Kurcze, na dworze dalej zimno i nieprzyjemnie, aż nie chce się wychodzić z domu. A szczególnie rano do pracy, kiedy wiem że Ukochany smacznie sobie śpi i najchętniej wsiadłabym w samochód i szybciutko do niego dołączyła :D

W pracy ogólnie nie było najgorzej, pomijając godzinę dziesiątą, gdzie do rejestracji stało z czterdzieści osób i nie było wiadomo za co się zabrać najpierw :D Tak, takiego „zapieprzu” jeszcze tam nie widziałam! Jednak jak to mówią, wszystko trzeba w życiu przeżyć :D Na szczęście jutro już piąteczek, za rogiem czai się weekend, a moje serce podskakuje z radości.

Ostatnio zaczynam myśleć o wymianie garderoby. Doszłam do wniosku, że potrzebuję jakiegoś przeglądu szafy, odmiany i kilku nowych ciuszków :D Planuje zainwestować w sukienki, spódniczki, których mam najmniej :D Tak więc ostatniego dnia miesiąca, kiedy otrzymam już drugą wypłatę (Boziu, niech ten czas leci szybciej :D ) wyruszam w miasto! Jeśli nie dam znaku życia w przeciągu dwudziestu czterech godzin, to znaczy, że umarłam śmiercią tragiczną podczas przymierzania tony ciuchów, haha :D

No nic, idę leniuchować dalej, może w końcu natrafię na jakiś fajny film w tv, bo na razie oprócz „Ukrytej prawdy” nic lepszego nie znalazłam, albo… zabiorę się za książkę, którą niedawno zaczęłam :)

Trzymajcie się cieplutko i zaopatrzcie się w ciepłe skarpetki, bo to nie koniec zimy! :)

Odprężające kolorowanki?

Ostatnio bardzo głośno jest o książkach, które zawierają średnio sto stron UWAGA, do kolorowania :D Przypisane jest to osobą od 3 roku życia do 100, hihi :D Gdy zobaczyłam pierwszy raz taką książkę uznałam to za genialny pomysł. Tym bardziej że lubię rysować/kolorować i połowę swojego dzieciństwa spędziłam przy kolorowankach :D Jednak cena 24,99zł nieco mnie odrzuciła postanowiłam z tym zaczekać, z nadzieją że z czasem jak cały hit minie troszkę potanieją.

Popularność kolorowanek dla dorosłych rosła z dnia na dzień. Znalazłam nawet na Facebooku specjalną stronę, gdzie ludzie wrzucają swoje pokolorowane strony i efekty są bardzo zaskakująco piękne! Oczywiście wszystko zależy od wyobraźni, doboru koloru, cieniowaniu, ale byłam pod wielkim wrażeniem i chęć posiadania takiej rosła równie szybko :D

Wczoraj dosyć spontanicznie udałam się z Ukochanym do centrum handlowego. Głównym, a raczej jedynym celem było zakupienie gry na xboxa, którą upatrzył sobie Ukochany. Ja w międzyczasie kiedy stał i nie mógł się zdecydować weszłam do księgarni na przeciwko. Głównie interesowały mnie top książki, bo przecież wiadomo, że nie ma nic lepszego od dobrego kryminału i ciepłego łóżka. Jednak moim oczom ujrzał się dział rozrywkowy i tam zobaczyłam kilka rodzai książek do kolorowania :D Stałam, oglądałam strony i coraz bardziej się wkręciłam. Powiedziałam sobie „a co! zdałam właśnie egzamin z angielskiego, Ukochany kupuje sobie grę to i mi się coś należy!” :D Hihi, uśmiechnęłam się sama do siebie i wzięłam jedna sztukę, która najbardziej mi się spodobała. „Tajemny ogród” to książka pełna kwiatów, motyli i różnych żuczków (tak żuczki są moje! :D ). Gdy szłam do kasy doszedł do mnie Ukochany z dziwnym spojrzeniem, wiem wiem ja to mam pomysły na wydawanie kasy na pierdoły, ale co tam! od czasu do czasu można zaszaleć :D

Uradowana wyszłam ze sklepu i od razu zaświeciła mi się lampka w głowie. „Wiem jak będzie wyglądał nasz dzisiejszy wieczór!” Ukochany nie protestował, bo było wiadomo, że on będzie ogarniał nowego Assasina, a ja usiądę do kolorowania, tylko… czegoś mi brakuje… KREDEK! Bez większego zastanowienia udaliśmy się do pobliskiego carefoura po paczkę, w sumie najtańszych (aż takim burżujem nie jestem! :D) kredek, które zawierały jak dla mnie najlepsze kolory. Na dokładkę i uzupełnienie wszystkiego wzięliśmy kubełek z KFC i szybko wróciliśmy do domu :D

Oczywiście po zrobieniu ciepłego picia każdy z nas udał się do swojego zajęcia (dziwnie to brzmi :D ). Kolorowanka wciągnęła mnie natychmiast, chociaż przez pierwsze kilkanaście minut troszkę się denerwowałam (ja nerwus!), bo nie wiedziałam, że tak ciężko jest kolorować takie drobne elementy. Fajnie się patrzy, ale gdy przychodzi do kolorowania to już nie jest takie hop siup! Przyczyną mojej irytacji mogło być też złe ułożenie, bo jak to ja usiadłam sobie z łóżku, podkuliłam nogi, a to nie jest dobra pozycja do pisania, a co dopiero kolorowania. Ukochany zrobił mi więc stanowisko na biurku, podpiął mi lampkę abym wszystko widziała pięknie ładnie i cała praca mnie pochłonęła :D Pomysłów na kolory mi nie brakowało, szło całkiem sprawnie, a przy tym widząc coraz to większe efekty swojej pracy czułam satysfakcję. Wtedy poczułam jak się wyciszam, wszystkie stresy ze mnie spływają i czuję spokój :D

To prawda, te kolorowanki działają odstresowująco. Człowiek skupiając się na tym zapomina o Bożym świecie, liczą się tylko kolory, ich dobór i rozmieszenie. Efektem są piękne obrazy, które szczególnie z daleka wyglądają przecudownie :D Wiadomo, że to rozrywka nie na kilka godzin non stop, bo po czasie palce wysiadają i trzeba złapać oddech, ale jak dla mnie sposób na rozrywkę znakomity :D Nie żałuję i na pewno bardzo szybko wszystkie strony staną się kolorowe. Co najlepsze, na kilkunastu stronach jest możliwość wykazania swojej wyobraźni, bowiem nie wszystko jest już wypełnione. Trzeba samemu dorysować pewne elementy, uzupełnić brakujące. To idealna praca nad naszą kreatywnością.

Pomyślicie pewnie „Kobieto, masz prawie 23 lata i bawisz się w kolorowanki!”, ale uwierzcie, że jeśli trafi to w wasze ręce, a lubicie kolorować nie będziecie mogli się oprzeć :D

A Wy słyszeliście o takich kolorowankach? Co myślicie? :)

Słodkościowe love

Dzień dobry! :)

Nowy Rok już lepiej zacząć się nie mógł! Codzienna obecność Ukochanego dodaje mi skrzydeł i jestem niesamowicie szczęśliwa! I co najlepsze, wcale mi tej obecności nie jest za dużo! <3

W sobotę miałam dzień w kuchni, co sprawiło mi radość, ale też po trzech godzinach miksowania, mieszania i czekania byłam wyczerpana :P Już jakiś czas temu kupiłam dwa rodzaje ciasta: Krówka i karpatka, oczywiście z delecty, ale nigdy nie miałam czasu ani natchnienia. Natomiast w sobotę wiedziałam, że Ukochany wpadnie po obiedzie więc zakasałam rękawy i ruszyłam do roboty! :)

Oczywiście nie było gotowe gdy Ukochany stanął w moich drzwiach, ale za to dzielnie mi pomagał przy kończeniu i dekorowaniu :D Wszystko wyszło pyszne i co najdziwniejsze, te ciasto krówkowe nie wyszło takie słodkie jak myślałam, co jest plusem, bo nie każdy u mnie w domu lubi takie mega słodkie ciasta :) Pod wieczór wpadł także drugi brat i załapał się na swoją ulubioną karpatkę. Resztę wieczoru spędziłam tuląc się do Ukochanego i naprawdę, niczego więcej nie potrzebuję do szczęścia! :)

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym swoich wypieków nie uwieczniła na zdjęciach :D

Dzisiaj rano obudził mnie sms z mojej dawnej szkoły, informując mnie o egzaminie praktycznym, który odbędzie się 15 stycznia. Troszkę się zaczęłam denerwować, ale powtarzam sobie, że tym razem mi się uda i nie zabraknie mi marnych pięciu procent do zaliczenia :) Dzisiaj wieczorem brat zaoferował, że pokaże mi szybką drogę żeby tam dotrzeć samochodem, a nie tłuc się komunikacją miejską.

Jedynie teraz problem tkwi w tym, że moim autem nie mogę się ruszyć, bo ciągle świeci mi się kontrolka z oleju. Wszystko jest w porządku, poziom oleju jest dobry, a mimo to po dłuższej chwili gdy samochód jest na chodzie zaczyna migać mi czerwony kwadracik. Z bratem obstawiamy, że po prostu z powodu mrozów olej zgęstniał i czujnik wariuje. Muszę poczekać aż mrozy troszkę odpuszczą, bo od kilku dni jest -15 stopni.

Ponadto zaczynam coraz bardziej przeglądać oferty pracy i w przeciągu kilku najbliższych dni siadam do pisania CV i listu motywacyjnego, bo to zawsze się przydaje. Trzymajcie kciuki! :)

Tymczasem uciekam na jakieś pożywne śniadanko i zbieram się do pracy. Mam jedynie nadzieje, że szefowa włączyła nasz duży piec, który będzie utrzymywać temperaturę przynajmniej 18 stopni, bo nie widzi mi się siedzenie i robienie zdjęć w trzech grubych swetrach :)

Dobrego i cieplutkiego dnia! :)

PS. U Was też tak zimno? brrrrr :(