Pokonać przeciwności losu

Jednak nowy rok nie zaczął się tak dobrze, jak myślałam… Dzisiaj okazało się, że prawdopodobnie awaria w moim samochodzie nie jest spowodowana brakiem oleju czy termostatem, jak mój brat obstawiał, ale to dosyć poważniejsza usterka. Niewykluczone, że będzie cały silnik do wymiany. Ręce załamałam, do oczu napłynęły łzy i pytanie: dlaczego teraz? Dlaczego teraz kiedy po prostu nie stać nas na taką dużą naprawę.

A wiadomo, że samochód w dzisiejszych czasach to prawdziwy skarb. Wsiadasz i jedziesz gdzie chcesz, kiedy chcesz. Nie mogę sobie wyobrazić funkcjonowania bez mojego żuczka (tak sobie go nazywam od zawsze :) ). Większość wieczoru przepłakałam z bezsilności, a również z żalu, że tak naprawdę nie mogę liczyć na wsparcie najbliższych osób (oprócz mamy, która po prostu mnie przytuliła i powiedziała, że „spokojnie, najważniejsze, że jesteśmy zdrowe, jakoś sobie poradzimy”).

To boli, kiedy potrzebujesz tej jednej jedynej osoby, żeby też wsparła Cię na duchu, usiadła, przytuliła i powiedziała zwykłe „będzie dobrze kochanie”. Tym bardziej, że ja z natury bardzo wszystko biorę do siebie i potrzebuje poczucia, że ktoś jest ze mną w trudnej dla mnie chwili.. W zamian mogłam usłyszeć tylko zamykające się drzwi…

Jakoś sobie poradzę. Wezmę się w garść, znajdę nową i lepiej płatną pracę i naprawię swojego żuczka, który do tej pory nie zawiódł mnie…

A jak tam u Was? 

Trzymajcie się, dobranoc.

Lawendowe pola witają!

Od jakiegoś czasu nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Kręciłam się, marudziłam i szukałam motywacji do dalszego pisania i zgłębiania się w świat blogowy, który przecież tak bardzo od dobrych kilku lat uwielbiam! Może to zasługa pory roku, która bywa przygnębiająca, a może chęć zmian?

Otóż tak, nie wyobrażam sobie życia bez pisania. Mogę pisać rzadko i mało, ale muszę. Bez tego czuję się totalnie niespełniona i… smutna? Myślę, że to dobre słowo.

Dla mnie blogowanie jest czymś więcej. Kiedyś każdą wolną chwilę spędzałam przez ekranem komputera nawiązując nowe znajomości. Bardzo wiele z nich przetrwało do dnia dzisiejszego, z czego jestem niesamowicie szczęśliwa. Mam za sobą już dwa spotkania z dziewczynami, które poznałam właśnie dzięki blogom i czuję, że to jest to, co chcę robić już zawsze :)

Dobra, koniec gadania, przejdźmy do rzeczy!

Pewnie zastanawiacie się dlaczego lawendowe pola. Odpowiedź jest bardzo prosta. Gdy niespełna dwa lata temu poznawałam mojego Ukochanego otrzymałam od Niego piosenkę, która utkwiła w moim sercu już na zawsze. Od tamtej pory gdy tylko słyszę refren mam ciarki na całym ciele i do oczu napływają łzy. Ktoś powie, że jestem mazgajem i płaczkiem, ale mam to gdzieś! Przy tej piosence mam emocje nie do opisania więc wydaje mi się strzałem w dziesiątkę żeby tak właśnie nazwać moje nowe dziecko (bloga, rzecz jasna!). To Nasza piosenka! ♥

Obecnie mam w sobie same pozytywne emocje, ryjek uśmiecha mi się do ekranu i czuję, że jestem we właściwym miejscu. Trzymajcie kciuki, aby zapał i motywacja tak szybko mnie nie opuściła! :)

Trzymajcie się, lecę ogarniać możliwości tego portalu! :)