Radość w samotności

Mieliście kiedyś tak, że bardzo dużo działo się w waszym życiu, praktycznie wszystko przewróciło się do góry nogami i nie mogliście liczyć na wsparcie najbliższej osoby? Kiedy najbardziej na świecie potrzebowaliście dobrego słowa, przytulenia i obecności, a zostawaliście całkiem sami?

Ostatnio w moim życiu kolejne rewolucje, tym razem dotyczące pracy. W piątek dowiedziałam się, że zostaję przyjęta do przychodni, tam gdzie chciałam. To może nie spełnienie marzeń, ale wielkie osiągnięcie, bo po pierwsze bardzo trudno się tam dostać żeby złożyć dokumenty, a do dopiero zostać przyjętym. Los się do mnie uśmiechnął, w końcu!

Nie pozostało mi dzisiaj nic innego jak pójść do obecnej szefowej i powiedzieć o zaistniałej sytuacji i szansy dla mnie, która może się już nie trafić. Strach był przed jej reakcją, wiem jaka potrafi być impulsywna i naskoczyć na człowieka. Ku mojemu zdziwieniu przyjęła to nad wyraz spokojnie w pierwszej chwili. Powiedziała, że rozumie mnie i pewnie na moim miejscu postąpiłaby tak samo. Dopiero później zaczęły się dosyć niemiłe słowa, ale zdusiłam to w sobie i nie dałam po sobie poznać, że mnie to rusza, chociaż w głębi serca chciałam wyjść i zacząć ryczeć. Nie dałam jej tej satysfakcji. Oznajmiłam, że pomogę jej na tyle ile będę mogła, znajdę jakąś dziewczynę/chłopaka na zastępstwo i przeszkole. Na co usłyszałam, że wcale nie muszę i jak nie chcę to mogę w poniedziałek nie przychodzić. Zrobiło mi się mega przykro, bo chciałam pomóc i myślałam, że zostanie to docenione. Nie chcę zostawiać jej „na lodzie”, bo wiem, że trzeba chwilę posiedzieć aby wszystko do porządku ogarnąć. Stanęło na tym, że mam w poniedziałek jednak przyjść, już z jakąś dziewczyną jak uda mi się znaleźć i będziemy działać. Widziałam po minie, że była wściekła, ale z drugiej strony kto na jej miejscu nie byłby zawiedziony? Zdawała sobie sprawę, że nie będę tam wiecznie, ale też nie przypuszczała, że tak szybko odważę się na poważniejszą pracę :)

Jeśli chodzi o ogłoszenie to dałam na Facebooka, bo póki co to chyba najszybszy portal gdzie takie wiadomości się roznoszą w mgnieniu oka. Dzwoniły do mnie 4 dziewczyny z zapytaniem o warunki i ogólny opis co by tam miały robić. W poniedziałek idę z jedną na szkolenie już, a trzy pozostałe mają przynieść swoje CV. Zobaczymy, ale póki co chętnych nie brakuje… :)

W poniedziałek lub wtorek dowiem się od kiedy zaczynam moją nową, poważną pracę na cały etat i nie mogę się doczekać. Wiem, że będzie ciężej niż dotychczas, ale jestem na to gotowa. Czas w końcu wziąć się za siebie i wkroczyć w dorosłe życie :)

Tym bardziej mi przykro, że dzisiejsze popołudnie pełne nerwów, stresu i płaczu spędziłam sama. Emocję wzięły górę i dopiero teraz dotarło do mnie co się właśnie dzieje. Dostałam nową pracę, a rzuciłam dotychczasową, która nie ukrywając była dla mnie wszystkim. Spełniałam swoje hobby, rozwijałam grafikę, poznawałam cudownych ludzi, z którymi chciałabym mieć dalej kontakt. Ciężko, ciężko i jeszcze raz ciężko gdzie człowiek jest przyzwyczajony do miejsca pracy i ludzi.

Teraz siedzę i zastanawiam się na kogo tak naprawdę mogę liczyć. Mam kilku znajomych, którzy ucieszyli się, że w końcu uwalniam się od kobiety, która potrafiła tylko wykorzystywać. Cieszą się, mówią o tym i trzymają kciuki za wszystko. Widać, że mam wsparcie… Jednak czegoś mi brakuje, kogoś. Tej jedynej osoby, która sprawiłaby że wszystkie trudności zamienią się w „dasz radę, jestem z Tobą”. W takiej sytuacji, czy to ma dalej sens?… Mam co do tego wątpliwości i niesamowity żal w głębi serca, który nie wiem czy kiedykolwiek minie. Widocznie moja obecność jest męcząca, a ja nie wiem jak sobie z tym poradzić. 

A na dzisiejszy wieczór i kolejne polecam <music>

Odprężające kolorowanki?

Ostatnio bardzo głośno jest o książkach, które zawierają średnio sto stron UWAGA, do kolorowania :D Przypisane jest to osobą od 3 roku życia do 100, hihi :D Gdy zobaczyłam pierwszy raz taką książkę uznałam to za genialny pomysł. Tym bardziej że lubię rysować/kolorować i połowę swojego dzieciństwa spędziłam przy kolorowankach :D Jednak cena 24,99zł nieco mnie odrzuciła postanowiłam z tym zaczekać, z nadzieją że z czasem jak cały hit minie troszkę potanieją.

Popularność kolorowanek dla dorosłych rosła z dnia na dzień. Znalazłam nawet na Facebooku specjalną stronę, gdzie ludzie wrzucają swoje pokolorowane strony i efekty są bardzo zaskakująco piękne! Oczywiście wszystko zależy od wyobraźni, doboru koloru, cieniowaniu, ale byłam pod wielkim wrażeniem i chęć posiadania takiej rosła równie szybko :D

Wczoraj dosyć spontanicznie udałam się z Ukochanym do centrum handlowego. Głównym, a raczej jedynym celem było zakupienie gry na xboxa, którą upatrzył sobie Ukochany. Ja w międzyczasie kiedy stał i nie mógł się zdecydować weszłam do księgarni na przeciwko. Głównie interesowały mnie top książki, bo przecież wiadomo, że nie ma nic lepszego od dobrego kryminału i ciepłego łóżka. Jednak moim oczom ujrzał się dział rozrywkowy i tam zobaczyłam kilka rodzai książek do kolorowania :D Stałam, oglądałam strony i coraz bardziej się wkręciłam. Powiedziałam sobie „a co! zdałam właśnie egzamin z angielskiego, Ukochany kupuje sobie grę to i mi się coś należy!” :D Hihi, uśmiechnęłam się sama do siebie i wzięłam jedna sztukę, która najbardziej mi się spodobała. „Tajemny ogród” to książka pełna kwiatów, motyli i różnych żuczków (tak żuczki są moje! :D ). Gdy szłam do kasy doszedł do mnie Ukochany z dziwnym spojrzeniem, wiem wiem ja to mam pomysły na wydawanie kasy na pierdoły, ale co tam! od czasu do czasu można zaszaleć :D

Uradowana wyszłam ze sklepu i od razu zaświeciła mi się lampka w głowie. „Wiem jak będzie wyglądał nasz dzisiejszy wieczór!” Ukochany nie protestował, bo było wiadomo, że on będzie ogarniał nowego Assasina, a ja usiądę do kolorowania, tylko… czegoś mi brakuje… KREDEK! Bez większego zastanowienia udaliśmy się do pobliskiego carefoura po paczkę, w sumie najtańszych (aż takim burżujem nie jestem! :D) kredek, które zawierały jak dla mnie najlepsze kolory. Na dokładkę i uzupełnienie wszystkiego wzięliśmy kubełek z KFC i szybko wróciliśmy do domu :D

Oczywiście po zrobieniu ciepłego picia każdy z nas udał się do swojego zajęcia (dziwnie to brzmi :D ). Kolorowanka wciągnęła mnie natychmiast, chociaż przez pierwsze kilkanaście minut troszkę się denerwowałam (ja nerwus!), bo nie wiedziałam, że tak ciężko jest kolorować takie drobne elementy. Fajnie się patrzy, ale gdy przychodzi do kolorowania to już nie jest takie hop siup! Przyczyną mojej irytacji mogło być też złe ułożenie, bo jak to ja usiadłam sobie z łóżku, podkuliłam nogi, a to nie jest dobra pozycja do pisania, a co dopiero kolorowania. Ukochany zrobił mi więc stanowisko na biurku, podpiął mi lampkę abym wszystko widziała pięknie ładnie i cała praca mnie pochłonęła :D Pomysłów na kolory mi nie brakowało, szło całkiem sprawnie, a przy tym widząc coraz to większe efekty swojej pracy czułam satysfakcję. Wtedy poczułam jak się wyciszam, wszystkie stresy ze mnie spływają i czuję spokój :D

To prawda, te kolorowanki działają odstresowująco. Człowiek skupiając się na tym zapomina o Bożym świecie, liczą się tylko kolory, ich dobór i rozmieszenie. Efektem są piękne obrazy, które szczególnie z daleka wyglądają przecudownie :D Wiadomo, że to rozrywka nie na kilka godzin non stop, bo po czasie palce wysiadają i trzeba złapać oddech, ale jak dla mnie sposób na rozrywkę znakomity :D Nie żałuję i na pewno bardzo szybko wszystkie strony staną się kolorowe. Co najlepsze, na kilkunastu stronach jest możliwość wykazania swojej wyobraźni, bowiem nie wszystko jest już wypełnione. Trzeba samemu dorysować pewne elementy, uzupełnić brakujące. To idealna praca nad naszą kreatywnością.

Pomyślicie pewnie „Kobieto, masz prawie 23 lata i bawisz się w kolorowanki!”, ale uwierzcie, że jeśli trafi to w wasze ręce, a lubicie kolorować nie będziecie mogli się oprzeć :D

A Wy słyszeliście o takich kolorowankach? Co myślicie? :)

Mieszkanie ze sobą przed ślubem?

Dzień dobry! :)

Postanowiłam wziąć się w garść i poświęcić więcej uwagi tutaj, spiąć tyłek i pisać coś z sensem. Stęskniłam się nad moimi rozkminami na różne lekkie bądź poważniejsze tematy :D

Wczoraj bardzo długo rozmawiałam z bardzo dobrą koleżanką z Krakowa. Rozmawiałyśmy ogólnie jak tam u nas, ja żaliłam się, że ciężko z pracą. Później zaczęliśmy plotkować (nic złego przecież! :D ) o swoich faceta, zaczął się temat mieszkania, ślubu, przyjęcia itd :D Oczywiście żadna z nas jeszcze nie jest na tyle blisko aby taką uroczystość planować, no ale! Pomarzyć fajna rzecz :D

I właśnie wtedy pojawiła się sprzeczność między nami. Otóż, moja koleżanka uważa, że mieszkanie ze sobą przed ślubem służy źle związkowi i przez to większość par się rozstaje. Podała przykłady takich sytuacji i powiedziała stanowczo, że ona ze swoim ukochanym będzie mieszkać dopiero po ślubie. Ja natomiast uważam, że mieszkanie ze sobą wcześniej to naprawdę super sprawa. Po pierwsze jesteśmy z daną osobą na co dzień, sprawdzamy siebie nawzajem pod różnymi względami. Po drugie wtedy jesteśmy naprawdę sobą (nie mówię, że wcześniej nie, ale to jest już inaczej). Po trzecie wtedy upewniamy się, że to ten jedyny/ta jedyna z którą chcemy spędzić resztę życia :D Ja nie widzę nic przeciwko, a wręcz przeciwnie. Mieszkanie ze sobą pokazuje nam nasze wady i zalety, które wcześniej mogliśmy ukrywać i odkrywamy siebie całego przed drugą osobą :D

A Wy jakie macie zdanie na ten temat? :) Z tego co zauważyłam większość z Was już mieszka ze swoją drugą połówką? :)