Gdzie ta pewność siebie?

Dobry wieczór :)

Gdy niecałą godzinę temu wracałam do domu zebrało mi się na przemyślenia, z którymi muszę się z Wami podzielić. Jak już pewnie zdążyliście zauważyć (Ci, którzy znają mnie w „realu” tym bardziej już to wiedzą, od dawna dawna) mam dosyć ciężki charakter.

I właśnie podczas nocnej jazdy samochodem (to już nie pierwszy raz!) zaczęłam się nad tym zastanawiać. Dlaczego taka jestem? Dlaczego bardzo często potrzebuję uwagi drugiej osoby, dlaczego komplementy i okazywanie miłości przez mężczyznę jest dla mnie takie ważne? I dlaczego kiedy czuję się nieakceptowana momentalnie tracę grunt pod nogami i pojawia się u mnie niewyobrażalny strach? No właśnie, dlaczego…

Jednym z powodów może być moja dosyć burzliwa przeszłość uczuciowa. Bardzo szybko się przywiązuje i rozczarowanie boli mnie dziesięć razy bardziej niż pewnie niejednego człowieka. Przez pewien okres czasu moja pewność siebie, akceptacja uleciała ze mnie, zniknęła. Małymi kroczkami odzyskiwałam straconą samoocenę, ale do tej pory nie udało mi się wrócić do poprzedniego stanu.

Drugim, chociaż teraz tak sobie myślę, że to mogę postawić na pierwszym miejscu, jest fakt, iż bardzo szybko straciłam Tatę. Świat się zawalił, a najważniejszy dla mnie człowiek (mężczyzna) odszedł tak niespodziewanie. Zawsze byłam Jego oczkiem w głowie, każdego dnia czułam Jego miłość w najmniejszych i najprostszych gestach takich jak codzienne zostawianie cukierka bądź batonika na poduszce gdy wychodził do pracy o piątej rano. Wspólnymi spacerami, popołudniami czy nawet (nie)zwykłym siedzeniem przed telewizorem. Czułam się… wyjątkowa.

Wiem, że nie mogę wymagać od nikogo zainteresowania dwadzieścia cztery na dobę, bo to byłaby lekka przesada. Nie chcę być dla kogoś ciężarem, nie chcę męczyć sobą. Po prostu w dalszym ciągu brakuje mi tego czegoś. Tego poczucia, że jestem dla kogoś, wystarczy dla jednej osoby, tak bardzo ważna, tak bardzo „najlepsza” i tak bardzo piękna, jak kiedyś byłam dla Taty.

Brzmi to dosyć dziecinnie i samolubnie ale…

Wydarzenia z przeszłości mają to do siebie, że wracają. W najmniej niespodziewanym momencie, a wtedy cały świat jaki do tej pory zbudowaliśmy nie jest już taki sam, taki kolorowy. Staram się ufać, wierzyć otaczającym mnie ludziom i nie przewidywać najgorszego scenariusza. Podobno nikogo przy sobie nie zatrzymamy na siłę, ja również tego nie chcę. Chcę czuć się akceptowana, taka jaka jestem… :)

Wybaczcie, dzisiaj bardziej melancholijnie, ale każdego czasem nachodzą takie myśli…

Śpijcie dobrze :)

Działkowe wspominki

Dzień dobry! :)

Dzisiaj z racji tego, że pogoda świetnie dopisuje postanowiłam razem z mamą wybrać się na naszą działkę. Zrobimy troszkę porządków, przytniemy gałęzie i zobaczymy co w trawie piszczy :D

Wraz z tymi prządkami przybyły też wspomnienia. Kiedyś spędzałam na działce większość czasu. Jeździłam z Tatą rano i wracaliśmy wieczorem, z pełnym koszykiem truskawek, albo porzeczek. Zawsze jak nie mogłam jechać, czy byłam chora lub po prostu miałam kaprys zostać w domu, Tata wieczorem przywoził mi poziomki w serwetce, to było piękne uczucie.

Po Jego odejściu przestałam tam jeździć, nie mogłam wytrzymać Jego braku w tym miejscu, bo przecież tyle tam przeżyliśmy. Jednak trzy lata temu zaczęło mnie tam znowu ciągnąć. Jeździłam kiedy tylko się dało, grillowanie było na porządku dziennym, a nauka do matury szła zdecydowanie lepiej niż w domu :D Te kilka miesięcy wspominam bardzo dobrze, wtedy też miałam stabilne i poukładane życie, zarówno rodzinne jak i uczuciowe :)

Teraz chciałabym znowu tam przebywać częściej, chciałabym znaleźć w sobie tą motywację, która doda mi siły aby wyremontować kilka rzeczy i zrobić tam działkę do relaksu i zabawy :)

Dzisiaj zauważyłam pierwsze kwiatki tej wiosny, oczywiście nie mogło się obyć bez zdjęcia więc pochwalę się :D

Jeśli chodzi o zmianę w pracy mam do niej mieszane uczucia. Chyba wolałam poprzednią rejestrację, bo panował tam ład i porządek, a tutaj… nie wiadomo co do czego. Przydałaby się osoba, która wszystko posortuje jak należy i znalezienie czegokolwiek nie będzie sprawiało takich trudności jak teraz :)

Wierzę, że dam sobie radę, bo kto jak nie ja?! :)

Wszystko na dobrej drodze?

Kochani!

Dzisiaj obudziłam się z niesamowitą energią i uśmiechem na twarzy. Zupełne przeciwieństwo wczorajszego dnia, a zwłaszcza wieczora. Czuję, że mogę wszystko w tym momencie. Nie wiem czy spowodowane jest to tym, że w końcu mogłam się wyspać, czy przepięknym słoneczkiem i ciepłem, które od samego rana wpada do mojego pokoju! Sama się temu wszystkiemu dziwię. Może po prostu musiałam to z siebie wszystko wylać aby mi ulżyło?! :)

Pogoda istnie wiosenna, weszłam do okna i mogłabym w nim spędzić cały dzień. Słoneczko cieplutkie, zero wiatru! Leżąc w łóżku słychać już śpiew ptaków, uwielbiam taką pogodę!

Teraz delektuje się nową kawą, którą mama kupiła na spróbowanie (polecam!) :D

IMG_5393

Nawet kawa dzisiaj smakuje inaczej, lepiej! :)

Mam nadzieję, że taka pogoda się utrzyma już na zawsze, bo nikt mi nie wmówi, że pogoda nie wpływa na nasze samopoczucie! Ja, jestem tego dowodem, że słońce ma ogromne znaczenie przynajmniej na miłe rozpoczęcie dnia :D

Psychicznie przygotowuje się do dzisiejszej pracy na drugiej zmianie. Idę do górnej rejestracji, gdzie jest o wiele więcej lekarzy specjalistów niż na dole. Mam ogromną nadzieję, że szybciutko wszystko ogarnę i będzie to dla mnie takie „proste” jak okazało się w rejestracji na dole :) Trzymajcie kciuki! :)

I jeszcze taka rada ode mnie: Jeśli coś w Waszym życiu jest źle, nie bójcie się o tym mówić czy pisać. Zwykłe napisanie tego w swoim kalendarzu/dzienniku czy nawet blogu bardzo pomaga. Nie zapomnijcie również od rozmowie z ukochaną osobą, być może po kilku rozmowach dotrze do niej, że wcale nam w tym wszystkim nie pomaga.

Rozmawiałam wczoraj z Ukochanym, być może będzie dobrze… zobaczymy :)

Uciekam cieszyć się dalej słońcem i nie zapomnijcie o kciukach!

Miłego i słonecznego dnia dla Was! :)