Gdy jesteś obok wszystko inne przestaje mieć znaczenie

Szczerze mówiąc po jednym z ostatnich najbardziej aktywnych weekendów padam na twarz i na pewno dzisiaj nie napiszę nic konstruktywnego, ale…

muszę napisać iż…

Uwielbiam takie tygodnie jak ubiegły, gdzie każdy dzień jest wypełniony najlepszym mężczyzną pod słońcem i wszystko inne ląduje na dalszy plan! :)

Uwielbiam nasze spotkania, wspólne kolacje, wyjścia do znajomych, całonocne imprezy, zasypianie przy sobie, budzenie się obok ukochanej osoby, wspólne śniadania, wyrzucanie skarpetek za okno (jak dobrze, że to parter :D ), wspólne jazdy autem, zakupy w biedronce i imprezy rodzinne na które chodzimy razem :)

Każdego dnia moje uczucia stają się silniejsze i wiem, że jesteś wszystkim czego pragnę i potrzebuję. Kocham Cię, Kocie. Będę tęsknić, ale mam nadzieję, że ten tydzień zleci w oka mgnieniu.

Gdzie ta pewność siebie?

Dobry wieczór :)

Gdy niecałą godzinę temu wracałam do domu zebrało mi się na przemyślenia, z którymi muszę się z Wami podzielić. Jak już pewnie zdążyliście zauważyć (Ci, którzy znają mnie w „realu” tym bardziej już to wiedzą, od dawna dawna) mam dosyć ciężki charakter.

I właśnie podczas nocnej jazdy samochodem (to już nie pierwszy raz!) zaczęłam się nad tym zastanawiać. Dlaczego taka jestem? Dlaczego bardzo często potrzebuję uwagi drugiej osoby, dlaczego komplementy i okazywanie miłości przez mężczyznę jest dla mnie takie ważne? I dlaczego kiedy czuję się nieakceptowana momentalnie tracę grunt pod nogami i pojawia się u mnie niewyobrażalny strach? No właśnie, dlaczego…

Jednym z powodów może być moja dosyć burzliwa przeszłość uczuciowa. Bardzo szybko się przywiązuje i rozczarowanie boli mnie dziesięć razy bardziej niż pewnie niejednego człowieka. Przez pewien okres czasu moja pewność siebie, akceptacja uleciała ze mnie, zniknęła. Małymi kroczkami odzyskiwałam straconą samoocenę, ale do tej pory nie udało mi się wrócić do poprzedniego stanu.

Drugim, chociaż teraz tak sobie myślę, że to mogę postawić na pierwszym miejscu, jest fakt, iż bardzo szybko straciłam Tatę. Świat się zawalił, a najważniejszy dla mnie człowiek (mężczyzna) odszedł tak niespodziewanie. Zawsze byłam Jego oczkiem w głowie, każdego dnia czułam Jego miłość w najmniejszych i najprostszych gestach takich jak codzienne zostawianie cukierka bądź batonika na poduszce gdy wychodził do pracy o piątej rano. Wspólnymi spacerami, popołudniami czy nawet (nie)zwykłym siedzeniem przed telewizorem. Czułam się… wyjątkowa.

Wiem, że nie mogę wymagać od nikogo zainteresowania dwadzieścia cztery na dobę, bo to byłaby lekka przesada. Nie chcę być dla kogoś ciężarem, nie chcę męczyć sobą. Po prostu w dalszym ciągu brakuje mi tego czegoś. Tego poczucia, że jestem dla kogoś, wystarczy dla jednej osoby, tak bardzo ważna, tak bardzo „najlepsza” i tak bardzo piękna, jak kiedyś byłam dla Taty.

Brzmi to dosyć dziecinnie i samolubnie ale…

Wydarzenia z przeszłości mają to do siebie, że wracają. W najmniej niespodziewanym momencie, a wtedy cały świat jaki do tej pory zbudowaliśmy nie jest już taki sam, taki kolorowy. Staram się ufać, wierzyć otaczającym mnie ludziom i nie przewidywać najgorszego scenariusza. Podobno nikogo przy sobie nie zatrzymamy na siłę, ja również tego nie chcę. Chcę czuć się akceptowana, taka jaka jestem… :)

Wybaczcie, dzisiaj bardziej melancholijnie, ale każdego czasem nachodzą takie myśli…

Śpijcie dobrze :)

Deszczowy weekend wcale nie musi być smutny!

Dzień dobry! :)

Znowu troszkę mnie tutaj nie było, sama nie wiem dlaczego, po prostu nie miałam weny? albo nie chciałam napisać o kilka słów za dużo? Jestem, żyję i mam się dobrze! :)

Miniony weekend był bardzo deszczowy i zimny. Skończyło się słoneczko, śpiew ptaków ucichł i znowu zamykam okno gdy idę spać. Jednak czy deszczowy dzień zawsze musi być smutny? :) W żadnym wypadku!

W sobotę udałam się z Ukochanym po mój dyplom technika do Zabrza. Jadąc trzymaliśmy się za ręce i opowiadaliśmy sobie nasz cały tydzień, który się nie widzieliśmy. Tęskniłam za Jego dotykiem, ciepłem, obecnością. Na miejscu okazało się, że dostałam tylko świadectwo zaliczenia tego egzaminu i teraz muszę wydrukować sobie specjalny druczek z ich strony, dołączyć owe świadectwo, świadectwo ukończenia szkoły i wysłać wszystko pocztą. Wtedy do 14 dni przyjdzie do mnie prawdziwy dyplom, o który tak bardzo walczyłam :)

Tego dnia dowiedzieliśmy się, że Ukochany jest doskonałym nawigatorem i co tam mapy w telefonie! :D Wracając wstąpiliśmy do McDonalda, na poranną kawę i ulubione kanapeczki :) Popołudnie i wieczór był tylko dla nas! Graliśmy w karty jak za dawnych czasów, tylko z lekkim urozmaiceniem :P a później standardowo oglądaliśmy małych gigantów :D (Hyżaki na pierwszym miejscu, brawo!)

W niedziele postanowiłam zrobić sobie małe wagary (proszę nie krzyczeć! :D ). Więc Ukochany zaproponował poranek u niego. Oczywiście ten pomysł spodobał mi się od razu i już po godzinie ósmej tuliłam się do jeszcze zaspanego mężczyzny, który jest miłością mojego życia :) Sama troszkę się zdrzemnęłam, bo aura za oknem przygnębiająca i idealna do spania. Przed dziesiątą zostałam zaskoczona śniadaniem do łóżka! Pyszne, świeże drożdżówki i deser królewski to najlepsze śniadanie ever :D

Popołudniu udaliśmy się po smakołyki i zasiedliśmy do filmu :D Długo zajęło nam wybieranie, ponieważ Ukochany ma tych filmów tysiące, ale w końcu wybraliśmy Paranormal Activity z ubiegłego roku. Moim zdaniem to jedna z najlepszych części, a widziałam wszystkie :D I po raz pierwszy czułam jak Ukochany się wzdryga, hihi :)

Jednym słowem weekend cudowny! Znowu mogłam poczuć miłość, obecność, czego tak bardzo mi brakowało przez cały ubiegły tydzień :* Mogłabym tak już zawsze! :)

Ale nie ma tak dobrze, na taką codzienność muszę jeszcze poczekać. Zobaczymy się dopiero dzisiaj o 18, po mojej pracy, ale mam nadzieję, że te pięć godzin szybko zleci! :)

Dobrego dnia! :)