Pożegnanie

Witajcie, po raz ostatni… tutaj :)

Moja przygoda z tym portalem dobiegła końca. Zupełnie się tutaj nie odnajduję, nie mam możliwości rozwoju pod względem graficznym i czuję się tutaj obco.

Jeśli dalej chcecie mieć ze mną kontakt napiszcie do mnie: kazkoo93@gmail.com i podam namiary gdzie teraz się zadomowiłam! :)

Dziękuję Wam wszystkim, że byliście tutaj ze mną przez ten cały czas. Cieszę się, że mogłam Was poznać i mam nadzieję, że mimo mojej „przeprowadzki” nie stracimy kontaktu :)

Pozdrawiam Was cieplutko, trzymajcie się! :)

Gdy jesteś obok wszystko inne przestaje mieć znaczenie

Szczerze mówiąc po jednym z ostatnich najbardziej aktywnych weekendów padam na twarz i na pewno dzisiaj nie napiszę nic konstruktywnego, ale…

muszę napisać iż…

Uwielbiam takie tygodnie jak ubiegły, gdzie każdy dzień jest wypełniony najlepszym mężczyzną pod słońcem i wszystko inne ląduje na dalszy plan! :)

Uwielbiam nasze spotkania, wspólne kolacje, wyjścia do znajomych, całonocne imprezy, zasypianie przy sobie, budzenie się obok ukochanej osoby, wspólne śniadania, wyrzucanie skarpetek za okno (jak dobrze, że to parter :D ), wspólne jazdy autem, zakupy w biedronce i imprezy rodzinne na które chodzimy razem :)

Każdego dnia moje uczucia stają się silniejsze i wiem, że jesteś wszystkim czego pragnę i potrzebuję. Kocham Cię, Kocie. Będę tęsknić, ale mam nadzieję, że ten tydzień zleci w oka mgnieniu.

Gdzie ta pewność siebie?

Dobry wieczór :)

Gdy niecałą godzinę temu wracałam do domu zebrało mi się na przemyślenia, z którymi muszę się z Wami podzielić. Jak już pewnie zdążyliście zauważyć (Ci, którzy znają mnie w „realu” tym bardziej już to wiedzą, od dawna dawna) mam dosyć ciężki charakter.

I właśnie podczas nocnej jazdy samochodem (to już nie pierwszy raz!) zaczęłam się nad tym zastanawiać. Dlaczego taka jestem? Dlaczego bardzo często potrzebuję uwagi drugiej osoby, dlaczego komplementy i okazywanie miłości przez mężczyznę jest dla mnie takie ważne? I dlaczego kiedy czuję się nieakceptowana momentalnie tracę grunt pod nogami i pojawia się u mnie niewyobrażalny strach? No właśnie, dlaczego…

Jednym z powodów może być moja dosyć burzliwa przeszłość uczuciowa. Bardzo szybko się przywiązuje i rozczarowanie boli mnie dziesięć razy bardziej niż pewnie niejednego człowieka. Przez pewien okres czasu moja pewność siebie, akceptacja uleciała ze mnie, zniknęła. Małymi kroczkami odzyskiwałam straconą samoocenę, ale do tej pory nie udało mi się wrócić do poprzedniego stanu.

Drugim, chociaż teraz tak sobie myślę, że to mogę postawić na pierwszym miejscu, jest fakt, iż bardzo szybko straciłam Tatę. Świat się zawalił, a najważniejszy dla mnie człowiek (mężczyzna) odszedł tak niespodziewanie. Zawsze byłam Jego oczkiem w głowie, każdego dnia czułam Jego miłość w najmniejszych i najprostszych gestach takich jak codzienne zostawianie cukierka bądź batonika na poduszce gdy wychodził do pracy o piątej rano. Wspólnymi spacerami, popołudniami czy nawet (nie)zwykłym siedzeniem przed telewizorem. Czułam się… wyjątkowa.

Wiem, że nie mogę wymagać od nikogo zainteresowania dwadzieścia cztery na dobę, bo to byłaby lekka przesada. Nie chcę być dla kogoś ciężarem, nie chcę męczyć sobą. Po prostu w dalszym ciągu brakuje mi tego czegoś. Tego poczucia, że jestem dla kogoś, wystarczy dla jednej osoby, tak bardzo ważna, tak bardzo „najlepsza” i tak bardzo piękna, jak kiedyś byłam dla Taty.

Brzmi to dosyć dziecinnie i samolubnie ale…

Wydarzenia z przeszłości mają to do siebie, że wracają. W najmniej niespodziewanym momencie, a wtedy cały świat jaki do tej pory zbudowaliśmy nie jest już taki sam, taki kolorowy. Staram się ufać, wierzyć otaczającym mnie ludziom i nie przewidywać najgorszego scenariusza. Podobno nikogo przy sobie nie zatrzymamy na siłę, ja również tego nie chcę. Chcę czuć się akceptowana, taka jaka jestem… :)

Wybaczcie, dzisiaj bardziej melancholijnie, ale każdego czasem nachodzą takie myśli…

Śpijcie dobrze :)